10/17/2017

Szminki na jesień - Mac, Tom Ford, Golden Rose

Szminki na jesień - Mac, Tom Ford, Golden Rose
Mój makijaż jesienią nie różni się zbytnio od tego wiosną, zimą czy latem...a nie latem to nie. Bo latem to się raczej nie maluję ;) W każdym razie - jest bardzo, bardzo neutralny, żeby nie powiedzieć nudny ;)
Niemniej jest coś wyróżnia tą porę roku. SZMINKA~! 
O tej porze zdecydowanie preferuję  mocniejsze usta - najczęściej w wersji brudnoróżowej, lekko fioletowej czy nawet wprost jagodowej.
Poznajcie moją ulubioną siódemkę :) Jako, że brzydzę się snobstwem - uwielbiam zarówno szminki za ok. 25 zł jak i najdroższą w mojej kolekcji ok. 235 zł - Cena na mnie kompletnie nie działa. Jak coś jest dobre, to jest.


Nie bez kozery, aż cztery moje ulubione szminki na jesień to Mac (kupowałam je w okresie macoholizmu - także rozumiecie ;) W moim przypadku nie wysuszają ust, ładnie się noszą. Trwałość nie poraża, ale ścierają się równomiernie, bez kompromitacji takiej jak w przypadku Kat von D.
Kinda sexy - to ciepły koral o matowym wykończeniu. Przyznam, że z uwagi na formułę wymaga wyjątkowo dobrej kondycji ust. Lubi podkreślać suche skórki ale lubię ją za efekt - brzoskwiniowo - koralowych ust.
Amorous - to chłodna śliwka o wykończeniu satynowym. Kolejne warstwy stopniują natężenie koloru, dlatego można uzyskać kolor od delikatnego, przybrudzonego różu po ciemną śliwkę.
Plumful - ta śliwka ma z kolei wykończenie lustre, czyli otrzymujemy tutaj delikatne rozświetlenie na ustach, kolor to unikalny mix różu i fioletu - na każdych ustach wygląda inaczej. Podobnie jak w przypadku amorous stopniuje się jej intensywność.
Rebel - wykończenie satynowe. Najmocniejsza z moich szminek. Kolor legenda. Pełny, kuszący jagodowy kolor, którego intensywność również można tonować. Na samym początku dosłownie lekko dotykałam ust tym kolorem, teraz coraz chętniej mam odwagę na jego pełny kolor.

 W słońcu


 i w cieniu.


Golden Rose w odcieniu 03 zdecydowanie najczęściej gości na moich ustach. Jak tylko nie wiem co - to na pewno wezmę właśnie ją. Przepiękny brudny róż z fioletem i niesamowita trwałość - ta pomadka potrafi wytrzymać 8 godzin pracy, bez żadnych poprawek przy normalnym spożywaniu i piciu...blednąc po prostu trochę. No fantastyczna!
07 to dość mocny róż. Lubię go nosić kiedy mam czarne ubrania. Fantastycznie ożywia buzię!
Matowe, płynne szminki Golden Rose kosztują niewiele a biją na głowę droższe koleżanki. Wachlarz kolorów jest niebanalny.


 Czyż nie są piękne? Na dodatek nie śmierdzą farbami jak Bourjous... łatwo się je aplikuje. No i ta trwałość!


No i gwiazda kolekcji... Miałam takie urodzinowe życzenie, że chcę mieć szminkę Toma Forda.
Wybrałam sobie Pussycat -przepiękny, piękny brudny róż wygląda na ustach wyjątkowo. Trwałość nie jest jakaś och i ach ale ładnie, równomiernie się ściera, nie zostawia ramki wargowej i pięknie pachnie. Myślę, że opowiem o niej więcej :)




Zbiorczo - wybaczcie te siniaki i spuchniętą rękę. Zabawy ze szczeniakiem :) Rozumiecie..siła wyższa <3


Który kolor wpadł Wam w oko? A może to nie wasze barwy? Co Wy najczęściej nosicie na ustach jesienią ?

10/13/2017

Orzechowe love Fresh and Natural

Orzechowe love Fresh and Natural
Miłość i uwielbienie od pierwszego użycia? znacie ten stan? Często go doświadczacie? Bo ja niekoniecznie. W miarę poznawania różnych kosmetyków rośnie moja konsumencka świadomość albo po prostu jestem bardziej wybredna.
Regenerujący orzechowy balsam do ciała Fresh and Natural jest przykładem tego, że jednak wciąż jest to możliwe. Już po otwarciu zabezpieczającego sreberka wiedziałam, że będzie MIŁOŚĆ.

Od pierwszego użycia wprost zachwyca fantastycznie PUSZYSTA konsystencja. Kombinacja zawartych maseł - shea i kakaowego oraz roślinnych olei - z pestek winogron, migdałowego i arganowego sprawia, że skóra jest fantastycznie odżywiona.



Wspomniana puszystość jest niezwykle miła w aplikacji. Bardzo szybko się wchłania i sprawia żadnych problemów. Ja używam balsam głównie po basenie, gdzie jak wiadomo liczy się czas. Nie ma problemu. Krem szybciutko się wchłania, pozostawiając skórę napiętą, miękką i jedwabistą w dotyku.


Skład --- hmm ciekawe, że nie ma olei z polskich orzechów swoją drogą ;)


Zapach balsamu jest bardzo naturalny. Owszem wyczuwalny. Każdy fan masła kakaowego będzie zachwycony, tym bardziej, że utrzymuje się na skórze przez jakiś czas.
Używanie go to czysta przyjemność - rozpieszcza zmysły węchu, dotyku i powonienia! O smaku nie wspomnę, bo dziwnym trafem wciąż sięgam po orzechy gdy go używam. Czyli, tak czy inaczej - na zdrowie!


Jestem zachwycona.
Lubicie orzechy? Znacie markę Fresh & Natural? Co możecie polecać. Po tak udanej przygodzie, zdecydowanie mam ochotę na więcej tych kosmetycznych smakowitości.
Swój egzemplarz kupiłam w sklepie Hani.


10/10/2017

TAG! Jak to się zaczęło? Początki blogowania

TAG! Jak to się zaczęło? Początki blogowania
Smarująca Agata wymyśliła zabawę/ TAG  przypominające radosne i jakże niewinne początki blogowania.
Bardzo chętnie wezmę w niej udział i Was również zachęcam do takiej retrospekcji.





1. Kiedy rozpoczęłaś swoją przygodę z blogowaniem?

17 sierpnia 2012 roku - czyli trzy dni po moich urodzinach a więc można powiedzieć, że na fali post urodzinowej chandry napisałam pierwszy post. Nigdy wcześniej nie byłam obecna w sieci, nie pisałam żadnych tekstów. Dwa lata wcześniej trafiłam na odpowiednik facebooka myyearbook, gdzie poznałam Natalię z NY, która wprowadziła mnie w świat blogów. Wcześniej zupełnie nie byłam świadoma tego co się dzieje.

2. Który blog z Twojej kategorii tematycznej odnalazłaś/-eś w sieci jako pierwszy?


Nissiax83 - pewnie dlatego, że lubią ją Natalia. Podczas wertowania bloga Agnieszka okazało się jak tego jest dużo :)

3. Skąd pomysł, żeby zacząć tworzyć coś swojego?

Nie mam przekonania, że robię coś wyjątkowego. Naprawdę. To nie jest krygowanie się. Blog powstał z pobudek indywidualnych i nie ma tu głębszej teorii.

4. A skąd taki temat?


Blog powstał w bardzo trudnym okresie mojego życia. Był i jest z założenia odskocznią od trudnej rzeczywistości. Nie mam łatwej pracy. Choć nie podkreślam tego na każdym kroku. Jestem mocno obciążona psychicznie i wolny czas chcę przeznaczać na coś co pozwala mi się od tego oderwać.
Pamiętam, że moją pierwszą myślą było  - hej ja też założę bloga, na pewno nikt nie będzie tego czytał. Będzie to mój kosmetyczny pamiętnik i może w końcu uda mi się zużyć te zalegające wszędzie kosmetyki.

5. Jak Twoi bliscy zareagowali na wieść o tym, że „od teraz jestę blogerę”?

Długo nie mówiłam nikomu o tym, że piszę bloga. W zasadzie całkiem niedawno mówię o tym zupełnie otwarcie. Reakcje zawsze były i są bardzo pozytywne.  Ogromną przyjemnością jest dla mnie móc udzielać jakiś informacji  czy wyjaśnień na temat kosmetyków.

6. Pierwszy znajomy bloger poznany w realnym świecie to?

Nie pamiętam, chyba to było spotkanie organizowane przez Michałosię w Warszawie ale nie dam sobie ręki obciąć :( na pewno jedną z pierwszych osób poznanych w realnym świecie jest Agata!

7. Co na początku najgorzej Ci szło?

Zdjęcia! No powiedzmy sobie były tragiczne! Co ciekawe, widzę to dopiero teraz. Wcześniej w ogóle nie zwracałam na to uwagi. Nikt z nas specjalnie się tym nie przejmował. Nie było takiej presji jak teraz. Wszystko było bardzo naturalne. Po prostu - pyk i bez kompleksów dodawało się to na bloga. Są żenujące ale nigdy ich nie usunę. To historia! Przeżywałam też mocno, że nikt nie komentuje i pamiętam to UCZUCIE PIERWSZEGO KOMENTARZA  - nie do uwierzenia po prostu.

8. Który z pierwszych tekstów był dla Ciebie ważny i dlaczego? 

Dzieciństwo Esa - czyli dorastanie w latach 80 - tych!! - klik cudowne emocje i odbiór czytelników, wśród nich wiele moich dobrych znajomych na długie lata.

Popełniałam i popełniam wiele błędów. Myślę, że potrafię przeprosić. Nie jestem wolna od uczucia zazdrości, choć nie życzę nikomu źle. Ciągle brzydzi mnie donoszenie, kopanie pod sobą dołków, lizusostwo i kumoterstwo. Wkurza mnie nieuczciwość i obłuda. Brzydzi mnie spijanie z dziubków tym, którym się to opłaca.
Boli mnie, że czas weryfikuje znajomości z ludźmi, którzy pozornie wydawali się być blisko.
Ograniczyłam wylewanie żalów na bloga, bo nic dobrego to nie wnosi -oprócz statystyk oczywiście. Ale to nie wszystko.
Nie jestem kryształowa. Mam swoje wady i zalety. Ale białe jest białe a czarne czarne. Nie ma innej opcji. Chociaż jest pepitka...


A jak Wasze początki?



10/03/2017

Kat von D - szminka Matka nieidealna

Kat von D - szminka Matka nieidealna
Kat von D Everlasting liquid lipstick podobno w najpiękniejszym kolorze Mother, to drugi kolorowy kosmetyk, który złapałam jak tylko pojawiła się taka możliwość. O ile eyeliner, jest moim zdaniem doskonały to tutaj niestety sprawa nie jest aż tak oczywista.

 Typowy design dla mrocznej kreacji Kat, czyli czerń róże i gotyk. I mały piorunek (komu się skojarzyło z Acid DC?

 Mother, jest określana jako pudrowa, różowa malwa ...yyy no okej.



 Szminka nie ma zapachu, jest bardzo dobrze kryjąca. Wystarczy już jedna warstwa do normalnej makijażu. Dość szybko zastyga, ale spokojnie, gdy ma się niewprawną rękę można łatwo dokonać poprawek. Szminka nie podkreśla suchych skórek, nie wysusza. Ma za to ogromny minus. Ściera się nierównomiernie. Niestety ścierając się (nie jest szczególnie trwała - u mnie wytrzymało ok. 2 godziny z piciem i jedzeniem) tworzy paskudną obwolutkę, czego ja osobiście bardzo nie lubię.
Kolor jest piękny. Zapewne zrobię jeszcze jakieś ładniejsze zdjęcie. Ale tak na szybko, bo pomyślałam, że może komuś się przyda taka wiedza to tak się prezentuje (eyeliner też ;). Dość mocny fuksjowo - różowy kolor jest przepiękny. Żałuję, że wyszło jak wyszło ;(

Wyobraźcie sobie moją sytuację. W pracy czułam się jak clown z horroru. Nieestetyczną ramkę, która mi została nie mogłam zmyć tak po prostu wodą. Czułam się doprawdy jak pajac, bo zapomniałam zabrać szminki do poprawek. Wypadło mi po prostu z głowy, że szminka może się zjadać nierównomiernie. Ale wtopa!

9/30/2017

Projekt denko - wrzesień' 17

Projekt denko - wrzesień' 17
Wraz z końcem miesiąca, jak na rasową blogerkę przystało -  wypróżniam przed Wami swoje wnętrze :)

czyli --------------------------------------------projekt denko -----------------------------------------------------

Pokończyły mi się sera - w tym moje ulubione lawendowe (spokojnie, mam jeszcze jedno ;) Biolaven. Olejek Caudalie Detox pod koniec zaczął mnie straszliwie męczyć ten (nad)intensywny, ziołowy zapach. Co za dużo, to niezdrowo...
DermoFuture przyjemnie mi się używało ale bardzo szybko się skończyły.


Hibiscusowy tonik do twarzy Sylveco - zużyłam. Na początku byłam zachwycona, po pewnym czasie zaczęła mi przeszkadzać ta dziwna półzawiesina. Nie mam na tyle cierpliwości, żeby ponowić zakup.
Płyn micelarny z Evree był słaby. Niestety nie spełniał swojego zdania i nie oczyszczał w przyzwoity sposób. Nie kupię ponownie.
Tonik żelowy z kwasem migdałowym Norel. Niestety przeterminował mi się ale z tego co pamiętam nie miałam zastrzeżeń. To czego go nie używałam? Pojęcia nie mam...


Najpiękniej pachnące masło do ciała Naturativ z serii otulającej - uwielbiam. Na pewno skuszę się jeszcze nie raz i nie dwa. Moje ulubione! Chociaż aktualnie mam coś r e w e l a c y j n e g o!
Żel Gluco Stop Norel Dr Wilsz fajnie napinał skórę tuż po aplikacji i ...to wszystko co zauważyłam. Pokładałam w nim większe nadzieje.
Balsam do ciała Biolaven Organic - był bardzo, bardzo lekki. Taki lotion raczej. Dla bardziej wymagających skór na pewno okaże się zbyt delikatny. Mnie się go przyjemnie używało w letnie dni.


Żele pod prysznic, dostałam w prezencie od Justynki :* oba bardzo przyjemne, nie wysuszały skóry i ładnie pachniały.

 Kaminomoto  Mój skalp bardzo polubił tą azjatycką, ziołą wcierkę i jest to moje drugie opakowanie. Solny szampon Big Lush bardzo dobrze oczyszczał skalp, jednak przesuszał moje włosy, dlatego, nie przewiduję powtórki  z rozrywki. Maseczka Uberhair nie wiem skąd się wzięła ale dawno straciła ważność.

Płyn do kąpieli mięta - pomarańcza Balea dostałam od Klaudii :*  Sprawdzał się idealnie w gorące, letnie dni. Przyjemny aromat koił zmysły, nie wysuszał i sprawiał, że kąpiel z nim była prawdziwą przyjemnością :)

Przeterminowane trio - po które nie sięgałam dłuższy czas. Po użyciu kilka razy kremu Estee Lauder moja cera przypominała jakąś maskę. Dziwnie świecowa warstwa była naprawdę trudna do zmycia! Koszmar... Liz Earle z kolei nie odpowiadała mojej jaśnie naczynkowej. Natomiast filtr Vichy znudził mi się po trzeciej tubce i ostatecznie dokonał żywota. Nie przewiduję powrotu. Pa, pa. 

Przyjemny płyn do płukania jamy ustnej Tołpa (nie miałam pojęcia, że Tołpa ma taki asortyment. Okazuje się , że ma także niezłe pasty do zębów ;). Odświeżająca mgiełka do stóp Yasumi pod koniec śmierdziała tak mentolem, że pies uciekał do trzeciego pokoju z histerią w oczach. No ma moc, okrutną! Deo Nivea Dry Comfort kończę, bo mam jeszcze zapasy. Ale już go nie lubię i nie polecam.
Odżywka do rzęs Bandi z serii Gold Philiosophy zrobiła wielkie nic na moich brwiach (bo kładłam ją właśnie tam). Nie zaobserwowałam żadnego przyrostu. Ani nic. Zupełnie nic.
Intensywnie wygładzające: eliksir pod oczy i wypełniacz zmarszczek DermoFuture były fajne, szkoda tylko, że efekt utrzymywał się krótko.


 Seche Vite - nie przewiduje powrotu. Powód prosty - glucił się po tygodniu używaniu. Dobrze, że wzięłam miniaturkę.


Postanowiłam wyrzucić ulubione do czasu matowe szminki Bourjous - ten ich smród jest nie do wytrzymania. Pomyślałam sobie, że moje usta nie zasługują na traktowanie ich takimi śmierdzielami. To skrzyżowanie najpodlejszej farby, emulsji do ściany z jakimiś innymi chemikaliami. Po prostu FUJA! smutno mi trochę, bo lubiłam te kolory...


Po wielu, wielu cierpieniach zużyłam wielką flachę Dolce & Gabbana The One - dla mnie to zapach apteki plus jakaś słodka, wybitnie irytująca nuta. Z kolei Green Tea Elizabeth Arden to przyjemna, letnia kompozycja, która działa na mnie po pierwsze odświeżająco, po drugie radośnie i tej wersji będę się trzymać.


Jak Wasze zużycia Moi Drodzy?

Copyright © 2014 77fantasmagorie77 , Blogger